Masaże, kosmetyka i inne zabiegi w Tajlandii

Salony masażu w Tajlandii spotkać można na każdym kroku, zwłaszcza w miejscach turystycznych. Ceny za wizytę są nierealnie niskie, zaczynają się już od 150 THB. Masaż trwa godzinę. Typowy salon masażu wygląda następująco: przed budynkiem na wykafelkowanym murku lub na ławeczce siedzą wolne masażystki w jednakowych fartuchach (największy 'wybór’ jest w godzinach przedobiadowych, natomiast wieczorem zaczyna się „szczyt” i często wszystkie panie są zajęte). Niektóre same zagadują klientów na ulicy charakterystycznym „masaaaaaaaż”, mają one też zalaminowaną kartkę z cennikiem po angielsku (niestety same bardzo rzadko potrafią mówić w tym języku). Przed wejściem do salonu wybieramy sobie dziewczynę (albo ona nas, jeżeli jesteśmy mało zdecydowani) oraz rodzaj masażu, u progu budynku trzeba zdjąć obuwie i zostawić je we wskazanym miejscu. Niekiedy wśród 'masażystek’ trafiają się ladyboye, ale dosyć rzadko. Mężczyzn (nieprzebierających się za kobiety) nie ma prawie nigdy. Duża część personelu to absolwentki specjalistycznych szkół masażu, gdzie przez 2-3 lata uczą się tylko tego, przez co na ogół dobrze wiedzą, gdzie mają nacisnąć. Sam salon składa się prawie zawsze z dwóch kondygnacji: parteru oraz „pięterka”. Na reprezentacyjnym, klimatyzowanym i mocno oświetlonym parterze jest biuro szefowej oraz wygodne, skórzane fotele, na których odbywają się masaże. Sala jest ogólna i wszyscy obecni widzą się nawzajem. Z głośników puszczana jest muzyka relaksacyjna. Przed rozpoczęciem zabiegu masażystka powinna umyć nam stopy lub wysłać do kabiny, gdzie zrobimy to sami (jeżeli zabieg zacznie się bez umycia stóp to oznacza, że cały salon jest kiepski). Niekiedy klient otrzymuje specjalne ubranko, w które należy się przebrać, ale nie jest to regułą (zazwyczaj jest tak w największych salonach, wyposażonych w pralnię). Dostaniemy też koszyczek depozytowy, aby wyłożyć do niego przedmioty z kieszeni, które mogą utrudnić wykonanie zabiegu. Ogólnie, powinniśmy być ubrani luźno i wygodnie, aby odzież nie krępowała naszych ruchów.
Na parterze wykonywane są wszystkie masaże, w których klient jest w ubraniu w pozycji półleżącej lub siedzącej, tzn. masaże nóg, rąk, karku, głowy czy ogólne (Thai massage). Z kolei na „pięterko” zapraszani jesteśmy decydując się na masaże, w których leży się „na płasko” lub/i bez ubrania (np. masaże pleców, korpusu czy masaże olejkowe i aromatyczne). Samo „pięterko” często jest mniej reprezentacyjne od parteru, tzn. ciemne, zaniedbane i bez klimatyzacji (chyba, że salon jest ponadprzeciętnie luksusowy i przez to droższy). Często przed masażem na piętrze otrzymamy ręcznik i zostaniemy wysłani pod prysznic. Boksy na piętrze (w przeciwieństwie do parteru) są oddzielone od siebie ściankami lub kurtynami, więc jesteśmy 'sam na sam’ z masażystką i nikt inny nas nie widzi. Jeżeli ktoś idzie na masaż z zamiarem tegęs szmegęs, cimcirimci czy szygry mygry- pierwszym, obligatoryjnym krokiem musi być dostanie się na piętro (na parterze nie ma szans), ale o tym później.

Oferta tajskich salonów jest bogata, dodatkowo prawie zawsze masażystki wykraczają poza obręb umówionej „strefy”, np. przy masażu stóp (foot massage) prawie zawsze „stopy” te kończą się na udach, podobnie „dłonie” kończą się na karku, twarzy i barkach. Jeżeli ktoś planuje chodzić na masaż codziennie- koniecznie trzeba wybierać rożne partie ciała, bo masaże są dosyć intensywne i codzienna 'obróbka’ tego samego miejsca może przynieść skutek odwrotny (kontuzja). Sztandarowym zabiegiem w Tajlandii, dobrym na pierwszą wizytę jest masaż tajski (Thai massage), czyli wszędzie po trochu, stymulując kilkadziesiąt różnych unerwionych punktów ciała, od stóp do głowy. Co ciekawe- jest on dosyć tani (na ogół drugi najtańszy, po masażu stóp). Wszystkie pozostałe masaże są droższe i bardziej 'specjalistyczne’, skupiając się na wybranej części ciała (ręce, kark, barki, plecy), choć to zależy głównie od masażystki. W ofercie każdego salonu jest masaż olejkowy całego ciała (oil massage), który polega na delikatnym, nie-ortopedycznym wcieraniu w skórę dużej ilości pachnących olejków, bez ruchu stawów (na tym polega większość masaży w Polsce, bo do tego nie potrzeba większych kwalifikacji). Warto się na niego wybrać, gdy mamy skórę przepaloną słońcem, np. po całodniowym plażowaniu. Bardzo dużo zależy od samej masażystki i jej kwalifikacji. Trafić można rożnie, są masażystki niedbałe i nieumiejętne, które ostatecznie potrafią zrobić krzywdę, ale sporo jest też profesjonalistek. Jeżeli znajdziemy taką, która dobrze wykonała robotę- najlepiej do niej wracać, bo taktyka na chybił-trafił często kończy się tym, że wcześniej czy później trafimy na jakąś partaczkę (zwłaszcza, jeżeli wybieramy masaże bardziej inwazyjne i ortopedyczne) i na następny dzień nie będziemy potrafili wstać z łóżka. Jeśli mamy jakieś dysfunkcje typu skolioza, stany zapalne, rwa kulszowa, niskie zakresu ruchomości stawu, dyskopatia itp. (każdy w dzisiejszych czasach coś takiego ma) to warto wcześniej powiedzieć o tym masażystce, aby nie zmolestowała newralgicznego miejsca i nie puściła nas z kontuzją. Niestety komunikacja z nimi jest bardzo utrudniona (nie potrafią po angielsku poza kilkoma zwrotami), ale można pokazać palcem na dane miejsce i powiedzieć „problem”, to wtedy raczej zrozumie i będzie się delikatniej obchodzić. Gdy masaż ewidentnie boli to nie wahajmy się o tym powiedzieć, zamiast w milczeniu zaciskać zęby z bólu. Można też skorzystać z tłumacza w telefonie. Jeżeli masażystka jest zbyt brutalna (często wobec wielkich chłopów instynktownie stosują maksymalną siłę) to też należy jej powiedzieć, aby nieco wyluzowała. Z wyborem masażystek jest loteria, zwłaszcza w podłych i najtańszych salonach. Sieciówki średniej klasy typu Risa Massage trzymają pewien poziom, ale też różnie można trafić, bo rotacja personelu jest duża. Największa szansa na dobry masaż jest w salonach stylizowanych na placówki medyczne. Są one oczywiście najdroższe, ale i tak tańsze, niż analogiczne usługi w Polsce.
Najlepiej (gdy bazujemy w jednym miejscu) znaleźć sobie jedną, sprawdzoną masażystkę, albo zapytać kogoś znajomego o polecenie. Jeżeli ktoś planuje chodzić na masaże codziennie przez dłuższy czas, to najlepiej stosować system 4-dniowy: 1) thai massage (całe ciało), 2) oil lub aroma massage (olejki i mała inwazyjność, aby ciało odpoczęło po wczorajszym), 3) górna część ciała, 4) dolna część ciała + ewentualnie to, co zostało ominięte wcześniej. Zapewni to optymalną regenerację mięśni, stawów i układu nerwowego. Zamawianie codziennie tego samego masażu szybko przeciąży niektóre miejsca naszego organizmu. Po masażu często dostaniemy (w cenie) butelkę wody lub filiżankę herbaty. Warto zostawić napiwek, zwłaszcza, jeżeli masażystka była OK i przykładała się do roboty. Jeżeli jednak myślała o niebieskich migdałkach, albo podczas zabiegu zamiast skupić się na nas- plotkowała z drugą, to nie dała nam powodu do wypłaty dodatkowego wynagrodzenia. Dane statystyczne mówią, iż od pracodawcy otrzymują one około połowę tego, co zapłacimy w kasie, czyli jeżeli zapłacimy 300 THB to szału nie ma (pani dostanie za to 150), warto więc dorzucić od siebie coś extra, a trafi to już w całości do masażystki.
Osobnym typem są masaże męskich stref intymnych. Jest to dosyć śliski temat, gdyż usług tych nie ma w oficjalnym cenniku, a nie wszystkie masażystki go wykonują (choć wydaje mi się, że większość nie stroni od tego). Jeżeli ktoś z premedytacją chce pójść na masaż z „bonusem” to kluczowy moment jest już na ulicy, tzn. trzeba dobrze wybrać masażystkę (taką, żeby nam się podobała i miała 'błysk w oku’). Nie jest to łatwe, bo tajskie ulice to hałas i zgiełk, decyzję trzeba podjąć szybko, a masażystki same nagabują (najczęściej nie te, o które nam chodzi, np. starsze, brzydsze, albo laydyboye, co tylko komplikuje nasz proceder). Ważne też, by salon posiadał dwa piętra (ogólny parter i dyskretne piętro), na ogół zawsze tak jest, ale w mniejszych salonach jest tylko sam parter, więc tam na pewno do niczego nie dojdzie, więc unikamy parterowych budynków, a w tych wyższych dyskretnie patrzymy, czy na końcu sali są jakieś schody na górę. Można też z poziomu ulicy zerknąć, czy na wyższym pietrze okna są zasłonięte i jednolite (z kolei gdy widać, że na 1 piętrze są mieszkania prywatne to wtedy lipa). Gdy już odnajdziemy odpowiedni salon i wybrankę to koniecznie trzeba dostać się na poziom +1. W tym celu najbezpieczniej wziąć „oil massage”, bo do niego trzeba się rozebrać minimum do majtek, więc prawie zawsze jest robiony w oddzielonym boksie bez udziału osób trzecich. Gdy w karcie dań nie ma w ogóle pozycji „oil massage” (rzadkość) to znaczy, że najprawdopodobniej nie mają dyskretnych boksów, więc szukamy dalej. Przy dużym pechu możemy zamówić „oil massage”, który będzie robiony na otwartej sali (wtedy wiadomo, że nici z misternego planu), ale sytuacje takie są bardzo rzadkie i niewiele ryzykujemy (w Polsce za to samo zapłacilibyśmy 5 razy tyle).
Po rozpoczęciu masażu olejkowego należy po prostu ulec rozwojowi sytuacji. Jeżeli chcemy posunąć się dalej to wystarczy się uśmiechać i szukać kontaktu wzrokowego, obserwując reakcję zwrotną i ogólną 'chemię’. Doświadczenie w sprawach damsko-męskich na pewno pomoże. „Rozbicie namiotu” jest wyraźnym 'komplementem’ dla niej i nie powinniśmy się w takiej sytuacji krępować, ot natura ludzka, a dla masażystki chleb codzienny. Bardzo często pani sama dąży do „zwarcia”, masując brzuch czy uda i „przypadkiem” ocierając się o miejsca intymne. Często miałem nawet tak, że zachowując pokerową twarz i raczej dając do zrozumienia, że chodzi mi tylko o „normalny” masaż- dziewczyna i tak próbowała nieco pogłębić relację. Oczywiście bycie zadbanym i przystojnym bardzo pomaga w takich sytuacjach (biali faceci na ogół bardzo podobają się Tajkom), zresztą obserwując tajskie ulice, gdzie lokalne 20-latki prowadzają się z białymi 70-latkami można wysnuć wniosek, że absolutnie nikt nie stoi na straconej pozycji. Nie ma na ten temat żadnych statystyk, ale krakowskim targiem można stwierdzić, że 1/3 masażystek nie zrobi tego nigdy, 1/3 zrobi to, gdy facet wpadnie jej w oko, a 1/3 zrobi to zawsze, gdy zostanie o to poproszona (czyli jeśli jesteś w miarę przystojny i przed 60-tką, to masz 2/3 szans, a w najgorszym przypadku skończysz ze zwykłym masażem za śmiesznie niskie pieniądze). W salonie masażu można liczyć na masaż rękami, lub ustami, z kolei stosunek klasyczny raczej nie wchodzi w grę (nie ma za bardzo na to warunków, a i ktoś może usłyszeć i wyjdzie przypał). Ile zapłacić? Najlepiej po wszystkim po prostu spytać o honorarium. Na pewno trzeba będzie na dole u szefowej zapłacić tyle, ile jest w cenniku za „oil massage”, a naszej masażystce dać duży napiwek (najlepiej jeszcze na górze), 500 bahtów + kwota z cennika powinno być OK, czyli w 100zł powinniśmy się zamknąć. Jeżeli współpraca ułożyła się ponadprzeciętnie miło to można zaproponować masażystce kawę po pracy i ewentualnie potem zaprosić ją do hotelu, aczkolwiek będzie to raczej wizyta płatna.
W Tajlandii poza masażami coraz popularniejsze stają się inne zabiegi, zwłaszcza dla kobiet. Sporo otwiera się salonów SPA, fryzjerstwa, manicure, makijaży, barberów, podologii i innych tego typu przybytków. Ceny są znacznie niższe, niż w Polsce, wręcz nierealnie niskie (np. niecałe 50zł za manicure + pedicure). Jeżeli ktoś planuje zrobić sobie tatuaż to Tajlandia jest dobrym i tanim miejscem (oczywiście trzeba wcześniej zrobić jakiś rekonesans i zasięgnąć opinii o danym salonie).
W ostatnich latach w Tajlandii zaczęły pojawiać się kliniki medycyny estetycznej (zęby, botoks, piersi itp.). Ceny oczywiście przystępne, ale co do jakości- może być różnie, ja osobiście bym omijał, bo proces reklamacyjny praktycznie nie istnieje.
Zobacz również: