Katowice – Dąb

 

Katowice Silesia Towers

 

Dąb to najstarsza dzielnica Katowic, założona już w XIII wieku. Jej powierzchnia to około 2km2, gdzie zamieszkuje około 8.000 osób. Przez Dąb przebiega ważny szlak komunikacyjny wschód-zachód, czyli ulica Chorzowska (DK79, DW902-DTŚ i najruchliwsza w Polsce linia tramwajowa Katowice-Chorzów-Bytom). Również na osi północ-południe ma miejsce tranzyt – dzielnica stanowi najkrótsze połączenie Siemianowic Śląskich z autostradą A4. Dąb to dzielnica typowo mieszkalna (kiedyś była przemysłowa, ale wszystkie zakłady „wygaszono”). Na terenie Dębu znajduje się też kilka obiektów komercyjno-usługowych, takich jak: Stadion GKS Katowice, centrum handlowe Silesia City Center i szybko rosnąca powierzchnia biurowa. Dąb znajduje się bardzo blisko Śródmieścia, co wpływa na charakter i rozwój dzielnicy. Szybko możemy dotrzeć stąd na Rynek w Katowicach (tramwajem 9 minut, autobusem 7 minut, samochodem jeszcze szybciej). Dąb graniczy od zachodu z Osiedlem Tysiąclecia i Parkiem Śląskim w Chorzowie, od północy z Józefowcem, od wschodu z Koszutką i Śródmieściem, a od południa z Załężem.

 

Katowice Dab

Kliknij w mapkę, aby powiększyć

 

Jeżeli chodzi o kibiców piłkarskich, to Dąb opanowany jest przez GKS Katowice. Trudno się dziwić – wszak tutaj znajduje się stadion przy Bukowej. Na początku lat 80-tych, gdy GKS jeszcze nie posiadał kibiców – na Dębie kibicowano Ruchowi Chorzów. Dzisiaj pozostały z tego nieliczne jednostki, oraz kilka osób, które przeprowadziły się tutaj z „niebieskich” terenów. Ekipa GKS z Dębu nie jest najlepszą na Bukowej (w porównaniu np. z Witosa, Paderewą, Tauzenem czy Giszowcem), ale też nie jest to pustynia kibicowska. Dużo osób z Dębu woli napić się alkoholu, zamiast pójść na mecz (pomimo bliskości stadionu). Kilka lat temu kibice GKS prowadzili swój wewnętrzny ranking „aktywne dzielnice”, gdzie Dąb zajmował regularnie jedne z ostatnich miejsc. Z drugiej strony – dzielnice, na których leży stadion zawsze mają to do siebie, że ekipa jest tam niezorganizowana i ciężko ją okiełznać. Po prostu bierze się barwy i idzie na mecz. Kibiców z Dębu omijają takie „integracje” jak np. zbiórki przedmeczowe czy wspólna podróż na mecz przez wrogie tereny. GieKSa z Dębu posiada własne gadżety kibicowskie – szaliki, smycze, vlepki. Na murach dzielnicy istnieje też kilka ciekawych, kibicowskich malunków oraz mnóstwo napisów i bohomazów. Innych zorganizowanych grup kibicowskich (oprócz GKS) – na Dębie nie stwierdzono.


 

Centralny Dąb

(ul. Dębowa, Złota i boczne od nich)

Centralna i historyczna część Dębu to ulice Dębowa i Złota, oraz boczne – prostopadłe do nich uliczki. Ulica Złota od zachodu graniczy z miastem Chorzów (konkretnie z Parkiem Śląskim). Park od strony Dębu to kolejno: Wesołe Miasteczko, kolejka wąskotorowa, kolejka linowa „Elka”, śląski park linowy „Palenisko” i wreszcie – na końcu ulicy – stadion GKS Katowice. Do niedawno stadion leżał na terenie Chorzowa, co było powodem licznych kpin kibiców Ruchu. Efekty były też typowo biurokratyczne – np. komendant policji czy nadzór budowlany z Chorzowa mógł blokować rozgrywanie meczów na stadionie GKS. Kilka lat temu przeprowadzono manewr administracyjny pomiędzy prezydentami Katowic i Chorzowa, od tego czasu stadion przy Bukowej leży już w Katowicach. Sam stadion swego czasu (zaraz po budowie w latach 80-tych) był najnowocześniejszym w Polsce i jednym z niewielu typowo piłkarskich (prostopadłe trybuny i brak bieżni). Pierwsze lata funkcjonowania stadionu zbiegły się z największymi sukcesami sportowymi GKSu (po wielu latach w sądzie we Wrocławiu okazało się, że udział w tych sukcesach miały pozakulisowe gierki Mariana „magnata” Dziurowicza, prezesa zarówno GKS, jak i PZPN). Stadion wielokrotnie zapełniany był do pełna, zwłaszcza podczas meczów derbowych z Ruchem Chorzów. W najnowszej historii (po spadku GKSu z ekstraklasy) największe emocje wywoływały mecze z GKS Tychy (jeden z takich meczów opisany został przez największy europejski magazyn kibicowski- Blickfang Ultra – tłumaczenie znajduje się TUTAJ).

Z czasem stadion przy Bukowej zaczął niszczeć (formalnie leżał w Chorzowie, więc Katowice miały dobrą wymówkę z własnej opieszałości przed kibicami GKS). W efekcie zaniedbań wyburzona została Trybuna Północna (którą wcześniej zamknął nadzór budowlany), czyli w czasach świetności bezapelacyjnie najlepszy sektor gości w Polsce, mieszczący 2000 osób. W jej miejsce postawiono małą trybunkę gości (na jakieś 400 osób), która nie umywa się do legendarnej poprzedniczki. Zachodnia trybuna to „Blaszok”, czyli miejsce dla najbardziej fanatycznych kibiców GKSu. Dawniej, w czasach derbów – to Ruch zasiadał na Blaszoku. Sam Blaszok ma dwie duże zalety, obie związane z dachem. Pierwsza zaleta to siła dopingu, która wzmagana jest przez blaszane zadaszenie. Powoduje to, że doping GieKSiarzy jest jednym z najgłośniejszych w kraju. Druga zaleta to możliwość wykorzystania zadaszenia do tworzenia opraw. Ultrasi GKSu często spuszczają z dachu ogromny kawał materiału, co daje niezły efekt. Kilka razy też zrobiono „pirotechniczny wodospad” z wykorzystaniem blaszokowego dachu. Południowej trybuny na stadionie GKS nigdy nie było (miała być jako ostatni etap budowy, ale zabrakło kasy). Znajduje się tam łuk najeżony gruzem – pozostałość po poprzednim, owalnym stadionie. Wschodnia trybuna to Trybuna Główna. Zasiadają tam „zwykli” kibice, „pikniki”, „Janusze”, seniorzy oraz dzieciaki. Na tyłach Trybuny Głównej znajduje się budynek klubowy. Jest tam (oprócz zarządu klubu) sklepik GKSu a także kilka niezwiązanych z GieKSą firm.

Między ulicami: Chorzowską, Złota, Studzienną i Dębową znajduje się spokojne osiedle kilkunastu bloków 4-piętrowych. Mieszka tam duża część ekipy GKS z Dębu. Oprócz budynków mieszkalnych i kilku sklepów znajduje się tam Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 1, czyli SP nr 18 i Przedszkole nr 24 (ulica Sportowa).

„Kwintesencją” Dębu i jego najstarszą częścią jest ulica Dębowa, wraz z prostopadłymi uliczkami. Zaczyna się ona przy linii tramwajowej (przystanek Dąb Kościół). Naprzeciwko znajduje się historyczna parafia Jana i Pawła Męczenników, działająca tu już od 1894 roku. Ulica Dębowa rządzi się własnymi prawami. Naprzeciwko poczty niedawno wybudowano dwa bloki typu TBS, które mieszkańcy dzielnicy nazywają ‚Alcatraz’ (gdyż w TBSach są małe balkoniki z gęstymi poręczami).  Za pocztą stoi jedyny wieżowiec mieszkalny na Dębie, który z racji swej długości nazywany jest „Dębowa Żyleta”. Centrum dzielnicy to skrzyżowanie ulic Dębowej i Sportowej. Mieści się tam pizzeria oraz knajpa, która nie ma szyldu, ani oficjalnej nazwy. Mówi się, że jest to bar „U Janka Czupryny”. Wizyta w toaletach w tym barze to niezapomniane przeżycie – przypominają one luksusowy schron przeciwatomowy z czasów zimnej wojny.  Nieopodal „Czupryny” jest „Biały Domek”, gdzie można kupić najlepsze mięso w Katowicach. W pobliżu prosperuje też skup złomu, cechujący się tym, że posiada podwójne godziny otwarcia (raz rano i drugi raz po południu). Kilkanaście lat temu w okolicy działały 2 domy publiczne – jeden był 20 metrów od drugiego, mimo to oba prosperowały świetnie, a klienci walili drzwiami i oknami. Zjawisko jednak z czasem przeniosło się do internetu, a przybytki zostały zamknięte (w jednym z nich ponoć wybuchła bomba). Przy skrzyżowaniu Dębowej i Studziennej znajdują się „Sukiennice”, czyli zadaszone śmietniki o ciekawej architekturze. Pod „Sukiennicami” od wczesnego ranka trwa picie jaboli przez miejscowych pijaczków, połączone z ciekawymi dyskusjami polityczno-światopoglądowymi. Za „Sukiennicami” niedawno otwarto supermarket Aldi, w miejscu firmy „Centrum Klinkieru”, która przeprowadziła się na ul. Roździeńskiego.


 

Południowy Dąb

(tereny przemysłowo-biurowe między Rawą i ul. Chorzowską)

Południe Dębu, czyli tereny między ulicą Chorzowską i rzeką Rawą to obszar niezamieszkały. Historycznie zawsze były to tereny przemysłowe potężnej Huty Baildon. Po jej upadku i budowie Drogowej Trasy Średnicowej pojawia się tutaj coraz więcej powierzchni biurowych (Nowe biurowce „Business Park”, oddane w 2015 roku to dopiero początek korporacyjnej ekspansji). Z samej DTŚ (jadąc od strony Chorzowa) nie można jednak zjechać samochodem na ulicę Baildona – co jest jednym z większych bubli drogowych na Śląsku. Zbudowano wielopasmówkę z potężną estakadą Orląt Lwowskich, ale jadąc do Silesii czy nowych biurowców – należy tłuc się przez Bracką w ślimaczym tempie. Niektórzy mimo zakazu skręcają „na przypał” przez ciągłą linię, przecinając 2 pasy Chorzowskiej – zaoszczędzenie tych 5 minut wiąże się z ryzykiem otrzymania mandatu. W drugą stronę jest to samo – wyjeżdżające samochody z ulicy Baildona często przemykają na estakadę, gdzie niekiedy już czekają na nich panowie z wąsami. Przy wspomnianej estakadzie znajduje się cmentarz – wiele osób sądzi, że jest to już Tauzen, ale cmentarz podlega jeszcze pod Dąb.

Kibice gości, dojeżdżający na mecze swoich drużyn, grających na Bukowej prowadzeni są ulicami Bocheńskiego-Bracką-Złotą ze stacji PKP Katowice-Załęże. Niekiedy z tej okazji dochodzi do niewielkich ekscesów chuligańskich, lecz na ogół jest spokojnie (tym bardziej, że w dzisiejszych czasach prawie wszystkie wyjazdy są autokarowo-samochodowe). Także Stadion Śląski (zanim skazano go na wieczną „przebudowę”) często podejmował kibiców gości ze stacji w Załężu. Jedno z ciekawszych takich wydarzeń to finał Pucharu Polski w 2009 roku, gdzie na wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim zmierzyły się drużyny Ruchu Chorzów i Lecha Poznań. Po meczu – 7 tysięcy kibiców Lecha pobiegło (dosłownie) na dworzec w Załężu, co przerodziło się w swoisty bratobójczy wyścig – aby zająć sobie miejsca siedzące w pociągach przed długą podróżą. Daleko za tym peletonem człapała kilkudziesięcioosobowa grupa ultrasów Lecha, przygarbiona pod ciężarem klubowych flag, transparentów i oprawy. Byli totalnie bezbronni (cała reszta biegła na dworzec 2 kilometry przed nimi)  i nawet marnej jakości ekipa miała wtedy szansę skroić Lecha z wszystkiego, co wtedy mieli na meczu, co byłoby największym łupem w historii kibicowskiej Polski. Niestety zarówno Ruch, jak i GKS nie zwietrzyli niepowtarzalnej okazji i ultrasi Lecha spokojnie (godzinę po reszcie) doczołgali się na Załęże. Zdarzenie wywołało później duże tarcia w samej ekipie Lecha – od tego czasu pilnują oni, aby taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła i obecnie przydzielają eskortę dla potencjalnej obrony ultrasów, tachających klubowe emblematy na meczach wyjazdowych.

Główne skrzyżowanie na Dębie (Chorzowska-Bracka-Złota) to ważny punkt komunikacyjny. Obok jest stacja benzynowa Łukoil oraz całodobowa pseudorestauracja KFC. Pobliski przystanek tramwajowy (Wesołe Miasteczko) to punkt wysiadkowy na stadion przy Bukowej. Samo skrzyżowanie jest niewydolne i w godzinach szczytu tworzą się tam ogromne korki. Sprawa jest niemal nie do rozwiązania bez gruntownej przebudowy tego skrzyżowania, lecz nie ma tam ani miejsca, ani pieniędzy na wielopoziomowy węzeł. Najlepszym wyjściem byłaby kopia rozwiązania z drugiego końca Dębu, czyli skrzyżowania Stęślickiego-Grundmanna (tunel przelotowy, a nad nim rondo).

Sama ulica Grundmanna to wschodni kraniec Dębu, dalej zaczyna się już Śródmieście. Między ulicą Grundmanna a Żelazną z pewnością kiedyś powstaną jakieś biurowce, z racji świetnej lokalizacji. Ulica Żelazna do pewnego czasu (okolice roku 2000) była miejscem, gdzie „psy dupami szczekają”. Zmieniło się to po oddaniu do użytku wyremontowanego mostu nad Rawą (wcześniej Żelazna była ślepą uliczką). Od tego czasu Żelazna stanowi ważny skrót (np. jadąc z Chorzowa do Cinema City na Gliwickiej). Na Żelaznej znajduje się też Mega Club, czyli miejsce, gdzie w czasach agonii Spodka odbywają się najlepsze koncerty muzyczne w Katowicach (nie licząc letnich festiwali pod chmurką). Wcześniej Mega Club mieścił się praktycznie na samym dworcu głównym PKP w Katowicach, a podczas koncertów słychać było pociągi i trzęsły się ściany. W starej lokalizacji działała „Czad Giełda”, czyli giełda kaset, płyt i artykułów związanych z muzyką punk (było to w czasach, zanim punki zawarli sojusz z lewactwem, pejsami i tęczowymi). Wracając do ulicy Żelaznej – przepływająca pod nią rzeka Rawa stanowi granicę Dębu i Załęża. Na drugim końcu ulicy jest „Klinika 2000”, czyli jedna z większych i popularniejszych poradni w Katowicach. Kawałek na wschód dawniej stała Hala Baildon, z widownią na kilka tysięcy osób (archiwalne foto hali z wikipedii – KLIK). Odbywały się tam koncerty, a także imprezy sportowe klubu Baildon Katowice. Był to potężny, 16-sekcyjny klub z ogromnymi sukcesami sportowymi, niestety wraz z Hutą został zlikwidowany, a razem z nim wyburzono Halę. W pobliżu Hali była nadziemna kładka dla pieszych, pozwalająca przekroczyć ulicę Chorzowską. Obecnie jest tam przejście podziemne.


 

Wschodni Dąb

(Silesia City Center, Dębowe Tarasy, osiedle „Owocowe”)

Katowice Silesia City Center

Na początku trzeciego tysiąclecia diametralnie zmienił się obraz wschodniego Dębu, gdzie wcześniej były pokopalniane nieużytki oraz „chuj dupa i kamieni kupa”. Impulsem do tych zmian była budowa Drogowej Trasy Średnicowej, która została w tym czasie połączona tunelem z „Gierkówką” i z drugiej strony z chorzowskim odcinkiem DTŚ. W związku z budową ruchliwej trasy – węgierska firma deweloperska Trigranit wykupiła teren i zaczęła budowę największego centrum handlowego w południowej Polsce, czyli Silesia City Center. Obiecywano cuda na kiju, biurowce i piękną architekturę. Pierwszy etap jednak zakończył się na budowie centrum handlowego o aparycji naleśnika. Dopiero po latach (w okolicach 2012 roku) przebudowano SCC na dzisiejszy kształt, który nadal „dupy nie urywa”, ale nie wygląda też najgorzej. Centrum po przebudowie otwierało awangardowe trio, w składzie: biskup – Piotr Uszok i Paris Hilton.

Sama Silesia CC to przede wszystkim raj dla kobiet – każda przedstawicielka płci pięknej uwielbia szwendać się tam po licznych butikach i sklepikach (najlepiej z frajerem, który jej wszystko kupuje…). Kobiety wyprawę do SCC traktują jak święto, więc przed wyjazdem spędzają 4 godziny przed lustrem. Efekt jest taki, że można tam dostać oczopląsu i bólu karku – od oglądania się za licznymi atrakcyjnymi paniami. W Silesia City Center mieści się też kilka wielkopowierzchniowych sieciówek – całodobowe Tesco, Saturn, Empik i Cinema City. Są też restauracja Bierhalle i Pure Jatomi Fitness club. W Pure ćwiczą głównie „korpoludki” i snoby, ale znajdzie się tam też kilku kiboli. Jednakże do spięć kibicowskich dochodzi bardzo rzadko – kultura w siłowniach w Polsce jest naprawdę wysoka i niejednokrotnie kibic GKSu pomagał tam kibicowi Ruchu (lub odwrotnie) w ostatnich powtórzeniach wyciskana sztangi. Inaczej bywa w mniejszych i tańszych siłowniach Ruchu w Chorzowie, czy siłowniach GKSu (np. Spodek czy MOSiR Józefowiec) – gdzie „jedyne słuszne” barwy piłkarskie to normalna rzecz, a zdemaskowanie rywala oznacza z miejsca ofertę nie do odrzucenia, czyli „solówkę” (nawet jak intruz ją wygra, to i tak nie ma tam już więcej czego szukać). Naprzeciwko Pure Jatomi jest restauracja Bierhalle, która kilka lat temu podpisała kontrakt na… oficjalne transmisje meczów Ruchu Chorzów. Zabawa zakończyła się już po pierwszym spotkaniu – kibice Ruchu, wzbogaceni procentami bierhallowego piwa rozeszli się ze śpiewem na ustach po całej Silesii, płosząc klientów. Swoje dołożyli też kibice GKSu, którzy zorganizowali oficjalny protest i domagali się zaprzestania transmisji meczów Ruchu. W efekcie menedżerowie Bierhalle po pierwszym (i jedynym) meczu zmuszeni byli do rezygnacji z tego pomysłu. W samej Silesii bardzo lubią lansować się również piłkarze śląskich klubów, zwłaszcza ci z innych regionów, którzy grają tu tylko dla pieniędzy. Nie ma im się co dziwić – nie mają na miejscu wielu znajomych, a Silesia umożliwia im wszystko – mogą zrobić zakupy, zjeść coś na ciepło, poderwać blacharę, poćwiczyć, załatwić sprawę w banku czy obejrzeć film w kinie. Pełny serwis w jednym miejscu. Co do kibiców w Silesii to można powiedzieć, że jest to 50/50 GKS i Ruch, ale nie afiszują się oni w barwach. Ruchu jest tam sporo, gdyż z Chorzowa jest tam bardzo dobry dojazd samochodowy i tramwajowy (dużo lepszy niż np. z katowickiej Paderewy czy Piotrowic). Bardzo rzadko jednak dochodzi do czegokolwiek, gdyż Silesia najeżona jest kamerami i ochroniarzami, jak dobra kasza skwarkami.

Naprzeciwko Silesii jest płot z blachy falistej, który stanowi nośnik dla licznych kibicowskich napisów i graffiti. Obok niego (przez DTŚ) przejeżdża około 100.000 samochodów dziennie (+ mnóstwo tramwajów i autobusów), więc płot jest dosyć prestiżowy. Są to tereny GKSu, więc malunki są zazwyczaj „trójkolorowe”, ale kibice Ruchu raz zrobili rywalom psikusa i przemalowali płot na niebiesko, co uwieczniono NA TYM filmiku.

Między szybem kopalnianym przy Silesia City Center, a linią tramwajową – znajduje się ceglany budynek o ciekawej historii. Początkowo mieściła się w nim infrastruktura Kopalni „Eminencja”. W czasach PRL działał się tam basen, zlikwidowany w latach 90-tych. Podlegał on pod Hutę Baildon, która mieściła się naprzeciwko. Basen ten posiadał kilka niekonwencjonalnych cech. Jego maksymalna głębokość wynosiła 180cm. Pomimo tej płycizny – woda była tak mocno chlorowana, że z brzegu ledwo było widać dno. Z początkiem lat 90-tych przed basenem ustawionych było kilka (bardzo popularnych w tych czasach) automatów z grami typu Metal Slug czy Mortal Kombat. Grać mogli tylko pełnoletni – jeżeli jakiś dzieciak podchodził do automatu, to natychmiastowo był „krojony” z pieniędzy przez czekających na okazję starszych bywalców tego miejsca (którzy chcieli pograć, ale nie mieli za co). Basen zlikwidowano pod koniec lat 90-tych, a obecnie budynek jest częścią Silesii. Znajdują się w nim sklepy, kawiarnie, butiki oraz… kaplica. Jeżeli ktoś robi w niedzielę zakupy w Silesii (z niedzielnym handlem walczy kościół katolicki), to od razu może się po zakupach na miejscu wyspowiadać i dać na tacę w ramach pokuty.

Najnowsze budynki wschodniej części Dębu to biurowiec Tauronu przy ul.Ściegiennego (na granicy z Koszutką) oraz rozbudowujące się osiedle „Dębowe Tarasy”. Jest to jedno z niewielu większych osiedli na Śląsku, zbudowanych przez najnowszą deweloperkę. Mieszkania są tam bardzo drogie (jak na Śląsk), więc zamieszkane są głownie przez urzędników, polityków i menedżerów w korpo. Towarzystwo raczej „lemingowe”, ruch kibicowski praktycznie tam nie istnieje. Chodzą słuchy, że pomieszkuje tam Piotr Kupicha – lider zespołu Feel, który otrzymał tam cztery kąty w zamian za występowanie w reklamach, zachęcających do kupna mieszkania na tym osiedlu.

Na północ od „Dębowych Tarasów”, za ogródkami działkowymi mieści się, powstałe w czasach PRLu „Osiedle Owocowe” – z ulicami: Jabłoniową, Gruszową, Brzoskwiniową i Gruszową. Znajduje się tam 13 bloków 4-piętrowych oraz kilkadziesiąt mniejszych domów („bliźniaki” i wille). Jest to spokojne osiedle, na którym mieszka trochę kibiców GKS. Osiedle stanowi północno-wschodni wierzchołek Dębu, który kończy się na ulicach Ściegiennego i Krzyżowej. Krańcowy punkt dzielnicy to „Jugo Grill”, w którym miły pan z byłej Jugosławii serwuje kebaby i inne jedzenie, które jest jednym z najlepszych w Katowicach. Na ul.Krzyżowej (naprzeciwko Gimnazjum nr9) w 2015 roku oddano do użytku Dom Kultury o ciekawej architekturze. Dalej zaczyna się już Józefowiec i Koszutka.

2 myśli nt. „Dąb

  1. Ściegiennego to nie jest granica z koszutką,pisałem już Ci to kiedyś na pw na k.net koszutka zaczyna się od ul.Stęślickiego polecam sprawdzić trase autobusu 193 i liste przystanków

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.